czwartek, 31 maja 2012

Filmowe Opinie według Matta - odcinek 8

Tytuł: "Habemus Papam - Mamy Papieża!"
Reżyser: Nanni Moretti
Czas trwania: 102 min
Wersja językowa: lektor pl, napisy pl
Mając do czynienia z takim filmem, można pomyśleć dwojako: albo być do niego uprzedzonym, uważając, że to twór kontrowersyjny, lub po prostu podejść do tego "na luzie" i wyrobić sobie zdanie po skończonym seansie. Polecam opcję numer dwa, bo wtedy film wyda się dobrą zabawą, traktującą o poszukiwaniu sensu swojego istnienia, bez względu na religię.

Wbrew pozorom religia w tym filmie zrzucona jest na drugi plan. Tutaj najważniejsze jest odkrycie, do czego zostałem powołany, co teraz powinienem zrobić. I z takim problemem mierzy się dopiero co wybrany papież (Michel Piccoli), który (o, matko) nie chce zmierzyć się z nową misją, chcąc od tego wszystkiego uciec jak najdalej. Do roli duchowego przywódcy próbują go przekonać rzecznik Watykanu (słusznie chwalony Jerzy Stuhr) oraz najlepszy w swoim fachu, acz niewierzący psychoanalityk (w tej roli sam reżyser Nanni Moretti).

"Habemus papam - mamy papieża" pokazuje, że nawet papież, wrzeszczący na swoją służbę, jest tylko człowiekiem. W ten sposób dochodzimy do meritum - każdy z nas, o dziwo, nie różni się od samego pierwszego sługi Pana! I taka myśl przyświeca widzowi nawet w momentach skrajnie nudnych, choć szalenie istotnych dla rozwoju całej opowieści. Mając wątek groteskowych kardynałów grających w siatkówkę na konklawe i zdeprymowanego, acz jakże aktorsko doskonałego Stuhra, łatwo zapomnieć o nużących scenach poszukiwania przez papieża sensu własnej egzystencji.

W takich filmach trzeba ostrożnie - łatwo poruszyć sprawy dla niektórych bardzo ważne, które są częścią ich tożsamości, obrażając je, sprawiając, że potrafią bulwersować. Z drugiej strony nie miał być to dokument, ani wyidealizowana sceneria, acz surowy, przepełniony emocjami i myślami przekaz reżysera Nanni Morettiego. I biorąc pod uwagę ogólny wyraz artystyczny, trzeba przyznać, że "Habemus papam" założenia spełnia. Bo choć technicznie całość wydaje się przeciętna, to poraża swoją
bezpośredniością, śmiałością i gustem, trafiając nawet w wybredne poczucia humoru...
7/10
 Płytę DVD dostałem dzięki uprzejmości dystrybutora GutekFilm. Bardzo serdecznie dziękuję ;-)



Tytuł: "Avengers"
Reżyser: Joss Whedon
Czas trwania: 155 min
Wersja językowa w kinie: dubbing pl, napisy pl
Bonnie Taylor śpiewała kiedyś, że "potrzebuje bohatera". Tutaj mogłaby ich znaleźć. Dokładnie sześciu. Jest i nieugięty Thor (Chris Hemsworth), staromodny Kapitan Ameryka (Chris Evans), rosyjska kobieta-szpieg, czyli Czarna Wdowa (Scarlett Johansson), opanowany Hawkeye o bystrym spojrzeniu (Jeremy Renner), zielony od złości Hulk (Mark Ruffalo) oraz przezabawny miliarder - Iron Man (Robert Downey Jr.).

Pomysłodawcą ściągnięcia w jedno miejsce tylu super herosów był Nick Fury (Samuel L. Jackson), który w widmie zagłady ludzkości zaprasza do współpracy ludzi o ponad przeciętnych możliwościach. Wszystkiemu winien jest Loki (Tom Hiddleston) - asgardzki bóg, pragnący przejąć władzę nad światem z pomocą armii obcych, gotowych w każdej chwili podbić naszą planetę. Żeby to uczynić Loki musi otworzyć portal pomiędzy światami. Potem cała ludzkość stanie na krawędzi przetrwania. Jak zawsze potrzebujemy pomocy...

Tym razem nie będzie to waleczny pan prezydent, ani odważna marynarka wojenna, a zespół z sześcioma przydomkami "super". I gdy myślicie, że będzie to kolejny film, który rozwali naszą ukochaną planetę, nie serwując widzom ani grama logiki, to jesteście w błędzie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to najbardziej "myślący" film o upadku naszej rasy. Pretekst do zniszczeń wydaje się być logiczny i spójny, sam atak, prosty i konkretny, no i zakończenie wręcz wciskające w fotel. Nakładanie się na siebie kolejnych warstw fabuły sprawi, że szybko zapomnicie o czasie, nie czując po wyjściu dwóch i pół godziny na sali kinowej.

Zazwyczaj w takich produkcjach jedyne na co warto zwrócić uwagę to efekty specjalne. W "Avengers" oprócz wręcz olśniewających dodatków w postaci wybuchów, zniszczeń i walk jest jeszcze muzyka (Alana Silvestri), iście wyniosła i godna superbohaterów oraz fabuła, nieskomplikowana, ale znów niebanalna, która wcale nie powala swoją głupotą. Dzięki wszechobecnemu humorowi i dużej dawce śmiechu łatwo można przełknąć nadchodzącą wizję końca świata.

I nawet, co jest tu dość istotne, nie trzeba orientować się w fabule poprzednich filmów Marvela. Jestem pewien, że produkcja spodoba się zarówno płci męskiej, która znów zamieni się w małych chłopców z otwartymi ustami, podziwiającymi swoich idoli w akcji, oraz kobietom, wpatrującym się nie tylko w muskuły bohaterów, ale także w akcję, skupiając się na tym widowisku. Więc pozostaje mi zachęcić was do rozłożenia się w fotelach na sali kinowej i zatraceniu w świecie herosów, szczytnych idei i rozrywki w najczystszej postaci...
9/10
 OBIE RECENZJE ZOSTAŁY ZGŁOSZONE NA PORTALE DUZEKA.PL I FILMWEB.PL