Tytuł: "Habemus Papam - Mamy Papieża!"Reżyser: Nanni Moretti
Czas trwania: 102 min
Wersja językowa: lektor pl, napisy pl
Wbrew pozorom
religia w tym filmie zrzucona jest na drugi plan. Tutaj najważniejsze
jest odkrycie, do czego zostałem powołany, co teraz powinienem zrobić. I
z takim problemem mierzy się dopiero co wybrany papież (Michel
Piccoli), który (o, matko) nie chce zmierzyć się z nową misją, chcąc od
tego wszystkiego uciec jak najdalej. Do roli duchowego przywódcy próbują
go przekonać rzecznik Watykanu (słusznie chwalony Jerzy Stuhr) oraz
najlepszy w swoim fachu, acz niewierzący psychoanalityk (w tej roli sam
reżyser Nanni Moretti).
"Habemus papam - mamy
papieża" pokazuje, że nawet papież, wrzeszczący na swoją służbę, jest
tylko człowiekiem. W ten sposób dochodzimy do meritum - każdy z nas, o
dziwo, nie różni się od samego pierwszego sługi Pana! I taka myśl
przyświeca widzowi nawet w momentach skrajnie nudnych, choć szalenie
istotnych dla rozwoju całej opowieści. Mając wątek groteskowych
kardynałów grających w siatkówkę na konklawe i zdeprymowanego, acz jakże
aktorsko doskonałego Stuhra, łatwo zapomnieć o nużących scenach
poszukiwania przez papieża sensu własnej egzystencji.
W
takich filmach trzeba ostrożnie - łatwo poruszyć sprawy dla niektórych
bardzo ważne, które są częścią ich tożsamości, obrażając je, sprawiając,
że potrafią bulwersować. Z drugiej strony nie miał być to dokument, ani
wyidealizowana sceneria, acz surowy, przepełniony emocjami i myślami
przekaz reżysera Nanni Morettiego. I biorąc pod uwagę ogólny wyraz
artystyczny, trzeba przyznać, że "Habemus papam" założenia spełnia. Bo
choć technicznie całość wydaje się przeciętna, to poraża swoją
bezpośredniością, śmiałością i gustem, trafiając nawet w wybredne poczucia humoru...
7/10
Płytę DVD dostałem dzięki uprzejmości dystrybutora GutekFilm. Bardzo serdecznie dziękuję ;-)
Tytuł: "Avengers"Reżyser: Joss Whedon
Czas trwania: 155 min
Wersja językowa w kinie: dubbing pl, napisy pl
Bonnie Taylor śpiewała kiedyś, że "potrzebuje bohatera". Tutaj mogłaby ich znaleźć. Dokładnie sześciu. Jest i nieugięty Thor (Chris Hemsworth), staromodny Kapitan Ameryka (Chris Evans), rosyjska kobieta-szpieg, czyli Czarna Wdowa (Scarlett Johansson), opanowany Hawkeye o bystrym spojrzeniu (Jeremy Renner), zielony od złości Hulk (Mark Ruffalo) oraz przezabawny miliarder - Iron Man (Robert Downey Jr.).
Pomysłodawcą ściągnięcia w jedno
miejsce tylu super herosów był Nick Fury (Samuel L. Jackson), który w
widmie zagłady ludzkości zaprasza do współpracy ludzi o ponad
przeciętnych możliwościach. Wszystkiemu winien jest Loki (Tom
Hiddleston) - asgardzki bóg, pragnący przejąć władzę nad światem z
pomocą armii obcych, gotowych w każdej chwili podbić naszą planetę. Żeby
to uczynić Loki musi otworzyć portal pomiędzy światami. Potem cała
ludzkość stanie na krawędzi przetrwania. Jak zawsze potrzebujemy
pomocy...
Tym razem nie będzie to waleczny pan
prezydent, ani odważna marynarka wojenna, a zespół z sześcioma
przydomkami "super". I gdy myślicie, że będzie to kolejny film, który
rozwali naszą ukochaną planetę, nie serwując widzom ani grama logiki, to
jesteście w błędzie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to najbardziej
"myślący" film o upadku naszej rasy. Pretekst do zniszczeń wydaje się
być logiczny i spójny, sam atak, prosty i konkretny, no i zakończenie
wręcz wciskające w fotel. Nakładanie się na siebie kolejnych warstw
fabuły sprawi, że szybko zapomnicie o czasie, nie czując po wyjściu
dwóch i pół godziny na sali kinowej.
Zazwyczaj w
takich produkcjach jedyne na co warto zwrócić uwagę to efekty
specjalne. W "Avengers" oprócz wręcz olśniewających dodatków w postaci
wybuchów, zniszczeń i walk jest jeszcze muzyka (Alana Silvestri), iście
wyniosła i godna superbohaterów oraz fabuła, nieskomplikowana, ale znów
niebanalna, która wcale nie powala swoją głupotą. Dzięki wszechobecnemu
humorowi i dużej dawce śmiechu łatwo można przełknąć nadchodzącą wizję
końca świata.
I nawet, co jest tu dość istotne,
nie trzeba orientować się w fabule poprzednich filmów Marvela. Jestem
pewien, że produkcja spodoba się zarówno płci męskiej, która znów
zamieni się w małych chłopców z otwartymi ustami, podziwiającymi swoich
idoli w akcji, oraz kobietom, wpatrującym się nie tylko w muskuły
bohaterów, ale także w akcję, skupiając się na tym widowisku. Więc
pozostaje mi zachęcić was do rozłożenia się w fotelach na sali kinowej i
zatraceniu w świecie herosów, szczytnych idei i rozrywki w najczystszej postaci...
9/10
OBIE RECENZJE ZOSTAŁY ZGŁOSZONE NA PORTALE DUZEKA.PL I FILMWEB.PL
